RECENZJA

"Ostatni sekret Wunderwaffe - trylogia"

Niemieckie lotnictwo wojskowe, zlikwidowane postanowieniami traktatu wersalskiego, odradzało się w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku jako „tajna broń”. Rozwijano w tym czasie nowe konstrukcje, poza granicami Niemiec szkolono nowych pilotów, potajemnie opracowywano pierwsze założenia lotniczego programu zbrojeniowego. W dziedzinie tej do końca II wojny światowej konstruktorzy niemieccy poczynili większe postępy, niż na innych polach zbrojeń. Poza ramy deski kreślarskiej wyszły zaawansowane technologicznie lotnicze rakiety kierowane, rakiety balistyczne, myśliwce i bombowce odrzutowe oraz myśliwce rakietowe. Czy wśród tych nowatorskich, zrealizowanych projektów znalazły się również łamiące prawa fizyki dyskoidalne i sferyczne pojazdy latające? Odpowiedzią na to jedno z najbardziej intrygujących pytań II wojny światowej jest trzytomowa seria „Ostatni sekret Wunderwaffe”.

Autorem serii jest Bartosz Rdułtowski, znany badacz i publicysta, jeden z największych i najaktywniejszych polskich specjalistów zajmujących się historią prac nad tajnymi broniami z okresu II wojny światowej. „Ostatni sekret Wunderwaffe” to zresztą znacznie rozszerzone wydanie „Syndromu V-7” jego autorstwa, pierwszej polskiej publikacji, która zaprezentowała zupełnie nowe spojrzenie na niemieckie prace nad latającymi dyskami oraz szczegółowy opis poszczególnych etapów powojennego kształtowania się mitu o tajnym niemieckim uzbrojeniu lotniczym. Rdułtowski, poza „Ostatnim sekretem Wunderwaffe” i „Syndromem V-7”, ma już na swoim koncie między innymi: trzy części „Podziemnych tajemnic Gór Sowich”, „W kręgu tajemnic Riese”, „Foo Fighters – tajna broń III Rzeszy” oraz niezwykle interesujące ”Tropem tajemnic Riese”.

Trzy kolejne ściśle powiązane ze sobą części „Ostatniego sekretu Wunderwaffe” ukazywały się na polskim rynku wydawniczym na przestrzeni czterech lat. Pierwsza część trylogii wydana została w 2007 roku. Dał się w niej autor poznać czytelnikowi jako sprawny i konsekwentny badacz największych technologicznych sekretów II wojny światowej. Rdułtowski, sięgając do początków historii o latających dyskach, dokonuje przeglądu wszelkich dostępnych materiałów na ten temat, szukając w nich nieścisłości i poddając krytycznej ocenie. Autor niczym detektyw bada kolejne ślady: wydobyte z archiwów dokumenty, materiały prasowe, wszelkiego rodzaju publikacje i zapisy wywiadów z końca lat czterdziestych i pięćdziesiątych, które przyczyniły się do powstania mitu o latających dyskach. Pierwsza część „Ostatniego sekretu Wunderwaffe”, wzbogacona wspaniałymi ilustracjami, sprawiła, że wielu polskich czytelników z nadzieją i w napięciu oczekiwało kolejnego tomu, który ukazał się w 2008 roku.

I tym razem czytelnicy nie zawiedli się. Autor po raz kolejny sprawnie przeprowadza przez sensacyjne doniesienia o pracach nad latającymi spodkami. Tym razem nie tylko przywołuje wydobyte w znany tylko sobie sposób z zagranicznych archiwów materiały prasowe czy wypowiedzi rzekomych świadków testów i prac nad latającymi dyskami, ale wprowadza też szereg innych ciekawych zagadnień, związanych z mitem o niemieckich dyskach. Poznajemy w ten sposób zjawisko Foo Fighters – świetlnych kul, obserwowanych przez lotników alianckich, prawdę o Feuerballach i Kugelblitzach, będących domniemanymi bezzałogowymi niemieckimi dyskami oraz kulisy dochodzenia FBI, CIA i innych amerykańskich agencji rządowych na temat niemieckich dysków latających. A to tylko część całości, bowiem drugi tom „Ostatniego sekretu Wunderwaffe” liczy aż 24 rozdziały. Wszystko, podobnie jak w pierwszym tomie, uzupełnione jest ciekawymi ilustracjami i zdjęciami.

I tak przechodzimy do ostatniej części trylogii Bartosza Rdułtowskiego, wydanej w 2011 roku. To część dla polskiego czytelnika chyba najciekawsza. Przede wszystkim dlatego, że po nieśmiało przewijających się w pierwszych dwóch tomach „polskich wątkach” historii o latających dyskach, tu prawie cała opowieść przenosi się na tereny współczesnej Polski. Autor skrupulatnie bada i przywołuje wszelkie sygnały o pracach nad V – 7 od Dolnego Śląska aż po Pomorze. Poza sprawdzonymi i znanymi z poprzednich części analizami i badaniami doniesień o pracach i testach nad latającymi dyskami, na kartach trzeciego tomu znaleźć można wiele interesujących wątków – do najciekawszych należą te poświęcone opisom projektu „Chronos” i testom urządzenia o kryptonimie „dzwon”. Na wyobraźnię czytelnika, podobnie jak w poprzednich dwóch tomach, działa znakomita oprawa graficzna serii, tak charakterystyczna dla wszystkich książek, które ukazały się do tej pory w ramach cyklu “Militarne Sekrety“.

Największą zasługą Bartosza Rdułtowskiego jest to, że „Ostatnim sekretem Wunderwaffe” uporządkował istniejący do tej pory chaos informacyjny, dotyczący V – 7 – tajemniczej niemieckiej broni, która łamała rzekomo prawa fizyki. Autor, nie narzucając swojego punktu widzenia, przeprowadził bardzo solidną analizę wszystkich wątków, które pojawiły się na ten temat. Wszystko to, podparte odpowiednimi źródłami, sprawia wrażenie, że „Ostatni sekret Wunderwaffe” prezentuje wysoką wartość merytoryczną. Mam jednak nadzieję, że to ostatnia seria książek Bartosza Rdułtowskiego o tajnych niemieckich broniach z okresu II wojny światowej. Jakieś tajemnice trzeba po prostu pozostawić też do rozwikłania przyszłym pokoleniom… Czy autor “Ostatniego sekretu Wunderwaffe”, który czyni to wręcz zawodowo, na to jednak pozwoli?

Autor - Michał Młotek
za: portal "Fabryka Historii", 5 lutego 2012
zobacz źródło
® Wydawnictwo TECHNOL
Stronę oprogramował KosmaTy ©