RECENZJA

"Emilcin wciąż żywy po latach"

W maju 1978 r. cała Polska usłyszała o niewielkiej lubelskiej wsi Emilcin i niezwykłej przygodzie jej mieszkańca, Jana Wolskiego, który spotkał w lesie – jak sam to często przedstawiał - ,,potworaków”. Istoty zabrały go do znajdującego się nieopodal statku kosmicznego i wykonały na nim pewne badania.

Incydent Emilciński do dziś jest traktowany jako najsłynniejsze bliskie spotkanie Polaka z Kosmitami. Stało się przedmiotem dokładnie przeprowadzonych badań i licznych publikacji w polskie i zagranicznej literaturze ufologicznej. Nieżyjący już łódzki badacz UFO – Zbigniew Blania Bolnar – poświęcił wiele czasu na wyjaśnienie zagadki emilcińskiej. Jan Wolski był prostym człowiekiem i nigdy nie czytał nic na temat UFO. Nie posiadał nawet we własnym domu telewizora, a jednak był w stanie opowiedzieć historię, która jak żywo przypominała klasyczne przypadki bliskich spotkań z UFO, szeroko opisywanych już w latach 70 – tych w prasie zagranicznej. Do ostatnich swoich dni p. Wolski stale utrzymywał, że spotkał na swej drodze ,,potworaków”. Nigdy nie zmienił swoich zeznań, co w połączeniu z przeprowadzonymi przez łódzkiego ufologa rzetelnymi badaniami socjologicznymi, czyniło ze zdarzenia w Emilcinie ,,twierdzę nie do zdobycia”.

Nikt przez wiele lat nie starał się kwestionować przypadku Jana Wolskiego. Przeto sam Emilcin stał się legendą i doczekał się nawet własnego pomnika. Ale do czasu. W swojej najnowszej książce ,,Tajne Operacje PRL i UFO” Bartosz Rdułtowski próbuje zgłębić po latach sprawę emilcińską i prezentuję okoliczności zdarzenia w zupełnie innym świetle.

Książka jest swoistym zapisem dokumentalnym. Jej autor, krok po kroku, przedziera się przez wielki gąszcz tajemnicy i bardzo często prezentuje fakty, o których nikt nigdy wcześniej nie pisał. Dociera do świadków i uczestników wydarzeń z przed ponad trzydziestu lat, analizuje wydarzenia towarzyszące Emilcinowi, czyli słynne sprawy z Przyrownicy i Goliny oraz wyciąga na światło stare zakurzone materiały taśmowe, nieznane dotychczas opinii publicznej listy i notatki z archiwum Blani. Końcowy wniosek jest druzgocący – Emilcin miał swoje drugie dno…

OSTRZA KRYTYKI

Przystępując do lektury książki Rdułtowskiego, nie ukrywam, że przeszywała mnie ciekawość, w jaki sposób autor ten poradził sobie z ,,twierdzą nie do zdobycia”. Znam poprzednie książki i artykuły Rdułtowskiego. Cenie sobie w nim pewną otwartość umysłu, zdroworozsądkowy krytycyzm i brak tak często wytykanej wielu badaczom UFO swoistej ,,euforyczności”. Dlatego szanuje jego pierwsze publikację, ale śledząc jego dalsze poczynania z piórem w dalszych pozycjach książkowych, odczułem, że autor stara się za wszelką cenę wyjaśnić każdą sprawę ufologiczną, z którą stacza pisarską walkę. W ten sposób usiłuje sam z siebie wykreować myślową ,,twierdzę nie do zdobycia”. O ile więc książki ,,Z tajnych technologich lotniczych”, ,,Syndrom V-7” i ,,Zapomniana tajemnica Strefy 51” to pozycje godne polecenia, o tyle już w książce ,,Foo Fighters – tajna broń III Rzeszy ?” autor zaczyna interpretować sprawy dość ,,na siłę”.

A Jak poradził sobie p. Rdułtowski z Emilcinem ? Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ten znany z ostrza krytyki publicysta za chwilę wytoczy swoje działa niewiary i rozniesie w pył tak starannie układane przez wszystkie lata filary wiarygodnego zdarzenia przez Bolnara. To nie było zaskoczeniem. Ciekaw byłem tylko, jak to uczyni, więc sięgnąłem po ,,Tajne Operacje PRL i UFO”, wierząc, że sprawa może mieć swoje źródło prawdy w ,,esbedzkich” porachunkach.

No cóż.. Od lat zajmuję się badaniem i analizą zjawiska UFO w Polsce, ale nigdy nie odnosiłem się bezpośrednio do wydarzeń emilcińskich. Przede wszystkim uważałem, że nie ma podstaw, aby traktować ten incydent w kategoriach najsłynniejszego bliskiego spotkania z UFO w Polsce. To głównie media i sam badacz (Blania – Bolnar), uczynił z Emilcina miejscem najsłynniejszego spotkania z UFO w PRL – owskiej Polsce. Dzięki swoim zagranicznym kontaktom, Blania pozwolił uskrzydlić przeżycie Jana Wolskiego i zaistnieć mu w prasie zagranicznej. Po lekturze jego książki ,,Zdarzenie w Emilcinie”, miałem wrażenie, że incydent w Emilcinie – wbrew pozorom – nie czyni z siebie charakterystycznego przypadku ufologicznego. Wszak nietypowy był wygląd ufonautów, ich zachowanie i sposób przeprowadzonych badań i komunikowania się ze świadkiem. Z podobnymi opisami nie spotkamy się zbyt często w innych publikacjach o tej tematyce, a nietypowy wygląd obiektu UFO, przypominający latający dom, sugerowałby, że opowiadana historia przez Wolskiego wyszła na zewnątrz do prasy mocno poturbowana, przechodząc przez sito percepcji świadka i jego świadomości.

WĄTEK AGENTURALNY

Kontrowersyjny tytuł najnowszej książki Rdułtowskiego sygnalizował skierowanie hipotezy wyjaśniającej zdarzenie w Emilcinie na tory tajnych operacji, co – jak dla mnie – wydawało się ciekawą drogą. Było to interesujący nurt myślowy z uwagi na fakt, że w 1978 r. zaczęła na dobre funkcjonować działalność ufologiczna. Utworzyły się pierwsze organizacje ufologiczne, prężnie tworzył się filar publicystyczny, pisano na temat UFO artykuły, pojawiły się nieco później pierwsze periodyki (m.in. Wizje Peryferyjne). To mógł być sygnał dla ówczesnej władzy, że nielegalnie pod przykrywką UFO rodzi się niebezpieczne ugrupowanie ludzi. Tymczasem, jak powszechnie wiadomo, organizacje ufologiczne przeszły przez ostatnie lata cenzury prasowej dość lekko. Nie było inwigilacji, nie sprzeciwiono się prawnej legalizacji niektórych organizacji ufologicznych, nikt też nie zakazał publikacji ,,nielegalnych gazet”. Tak jakby tematyka ufologiczna była na rękę ówczesnej władzy. Biorąc pod uwagę skalę działania cenzury w PRL, setki założonych teczek i udanych akcji werbowania, wydaje się to dość dziwne. Polscy ufolodzy mieli duże kontakty zagraniczne. Przykładem może być sam Blania Bolnar, który działał w MUFON i bywał zagranicą. Możliwość przeniknięcia zagranicznego środowiska ufologicznego dla władz PRL mogła wydać się kusząca i gwarantowała duże możliwości agenturalne na zachodzie. Blania mógł więc bardzo szybko znaleźć się na widelcu ubecji, ale oficjalnie nic nie wiadomo na temat tego, czy miał założoną teczkę.

Niestety wątek ,,esbedzkiej” intrygi został potraktowany przez autora książki ,,Tajne operacje PRL i UFO” po macoszemu. Choć Rdułtowski stara się analizować przebieg zdarzenia pod kontem ewentualnej tajnej akcji, to już nie pokusił się o gruntowne przejrzenie akt IPN – u. Bardzo szybko odrzucił hipotezę tajnej operacji, skupiając się na innych wątkach. A szkoda. Nie poświęcił nic sprawie ,,wojskowej przeszłości” Bolnara. Na pewno miał przecież książeczkę wojskową. Nie wiadomo przecież, czy polski wywiad nie mógł mieć ze sprawą emilicińską czegoś wspólnego. W tym wszystkim pozostaje tylko szumny tytuł książki i jej okładka. Najwidoczniej autor po przez te metody komercyjne starał się zachęcić kluczowymi hasłami do sięgnięcia po jego książkę.

BLEF PRZYROWNICY I GOLINY

Wątek intrygi i teorii o halucynacji tymczasem króluje w tle przez resztę dość obszernej książki Rdułtowskiego. Autor wraca też do przypadku Przyrownicy i Goliny. Rdułtowski z góry przychylił się do teorii sugerowanej przez Blanię o mistyfikacji Przyrownicy. Mimo że osobiście odwiedził tą miejscowość i miał możliwość rozmawiania z niektórymi świadkami, dotarł do nieznanych wcześniej wątków ufologicznych (obserwacje obiektu UFO i dziwne ślady na ziemi), to z góry uznał, że ,,każda z tych historii obrastała w coraz grubszą warstwę konfabulacji i upiększeń”. Nie odniósł się do wcześniej przeprowadzonych w tym miejscu badań przez Bronisława Rzepeckiego i Bogdana Grzywny, tylko z góry założył, że ,,kilku mieszkańców Przyrownicy ewidentnie pozazdrościło Janowi Wolskiemu sławy”. Rzetelny dokumentalista powinien wziąć pod uwagę wszystkie możliwe wątki, a nie celowo omijać sprawy nie pasujące do wcześniej ustalonej ,,hipotezy roboczej”.

Tymczasem wizja lokalna w Golinie p. Rdułtowskiego – tak jak Przyrownica - z góry była skazana na demaskacje. Autor rozmawia z żoną świadka i dowiaduje się, że p. Henryk Marciniak od lat unika swojego przeżycia z uwagi na niechciany rozgłos, co już – samo w sobie – wydaje się podejrzane. Późniejsza korespondencja listowna Rdułtowskiego z Marciniakiem tylko potwierdza sugerowany wcześniej przebieg zdarzeń. Marciniak stwierdza krótko, że ,,to nie prawda” i prosi o nie nękanie go. Zdaniem Rdułtowskiego Blania więc musiał zdawać sobie z tego sprawę, ale potrzebował nowej intrygi do umocnienie ,,emilcińskiej twierdzy”, więc w swojej książce uwiarygodnił wątek goliński.

Znów rodzi się pytanie, czy p. Henryk Marciniak nie starał się na odczepnego dać do zrozumienia, że już od dawna jest zmęczony swoim przeżyciem sprzed ponad trzydziestu lat. Rdułtowski nie kontynuował już listownej korespondencji, starając się wyjaśnić przyczyny sfingowania całej historii.

Zdaniem Rdułtowskiego historię poboczne Przyrownicy i Goliny, służyły tylko jako grunt pod zaprawę do stworzenie ,,twierdzy nie do zdobycia” w Emilcinie przez Bolnara. W tle coraz bardziej wyłaniała się hipoteza o hipnozie i całej intrygi, jaka rozegrała się pomiędzy Blanią a Witoldem Warzonkiem.

ZABAWY Z HALUCYNACJĄ

Wyjaśnieniem całej zagadki jest chęć zemsty Wawrzonka na Bolnarze. Poboczni świadkowie, jak Adaś Popiołek, są już niewiarygodni, analiza przeprowadzonych badań medycznych zaaranżowanych przez Bolnara na Janie Wolskim budzi dziś wątpliwości i wskazuje, że zostały ,,naciągnięte”. Wreszcie pojawia się kluczowa w sprawie postać Witolda Wawrzonka. Autor analizuje jego biografię, pierwsze publikacje ufologiczne jako nowego ufologa, który stara się zaistnieć w polskiej ufologii oraz zgłębia jego umięjętności… iluzjonisty. Otóż okazuje się, że Wawrzonek w ramach zemsty na Bolnarze hipnotyzuje przejeżdżającego Wolskiego i dokonuje indukcji fałszywych wspomnień. Rdułtowski dowodzi, że Wawrzonek wcześniej interesował się tematyką hipnozy i stosował ją w praktyce. Mógł więc z powodzeniem zaaranżować całą intrygę i wykorzystać Wolskiego do swoich niecnych planów.

Hipoteza powyższa ma swoje słabe strony. Nie wiemy na jakim poziomie Wawrzonek posługiwał się hipnozą. Nie wiemy też do końca, na ile podatny na hipnozę był Wolski. Wydaje się również mało prawdopodobne, aby zaindukowane przez Wawrzonka w głowie Wolskiego fałszywe wspomnienia była na tyle silne, że czyniły z niego bezprecedensowo wiarygodnego świadka w oczach innych. Wreszcie, czy hipnoza mogła działać tak długo? Wolski do końca swoich dni nigdy nie zmienił swojego zdania w sprawie swoich przeżyć.

Teoria hipnozy jest prawdopodobnym scenariuszem wydarzeń, ale nie opiera się na faktach, tylko na poszlakach. Rdułtowski, prezentując wiele teorii, całkowicie pomija wątek ufologiczny i stawia na racjonalizm. Jest to świadomy zabieg, który ten autor stosuję już od lat w swoich książkach. Być może w swoich wczesnych publikacjach w magazynie UFO i pierwszej książce uwiarygodniał realność zjawiska UFO, ale w kolejnych starał się wątki ufologiczne dementować bardzo często ,,na siłę” (np. książka o Foo – fighters). Rdułtowski nie chce się identyfikować już ze środowiskiem ufologicznym i wręcz liczy z jego strony na głos krytyki, aby jeszcze bardziej ośmieszyć polską ufologię w konfrontacji z racjonalnymi argumentami (dodam, że w ostatnim wywiadzie uznał polską ufologię za przejaw łączenia jej z religią, co mam mu za złe. Ufologia jako paranauka opiera się na empiryzmie, a nie gloryfikacji zjawiska UFO. W tej kwestii odsyłam autora do swojego artykułu pt. ,,UFO a religia”, jaki niebawem ukaże się w Nieznanym Świecie).

Nie twierdzę, że w Emilcienie faktycznie doszło do bliskiego spotkania z UFO. Być może mamy tu do czynienia z mistyfikacją. Jestem otwarty na takie hipotezy, ale lektura książki ,,Tajne operacje PRL i UFO” nie przekonała mnie do końca. Wydaje się, że temat Emilcina został po latach na nowo odgrzany, ale podany już jako średnio smaczny kotlet.

Mimo wszystko polecam wszystkim najnowszą książkę Bartosza Rdułtowskiego, gdyż dzięki jego żmudnej pracy dokumentalisty światło dzienne ujrzały nieznane materiały archiwalne Blanii, mało znane prasowe publikacje i ciekawe nagrania. W ich konfrontacji Emilcin wciąż wychodzi z obronną ręką i czeka na swoje wyjaśnienie.

Autor - Damian Trela
za: blog "Czas Tajemnic"
zobacz źródło
® Wydawnictwo TECHNOL
Stronę oprogramował KosmaTy ©